Drodzy. W sytuacji związanej ze śmiercią mojej żony pod Smoleńskiem, zdecydowałem się na rezygnację z funkcji managera.
Każdy, kto prowadzi impresariat artystki tak wielkiego formatu zdaje sobie sprawę ile wymaga energii organizacja tego wszystkiego i na czym polega ta praca. Justyna musi mieć fachową opiekę impresaryjną, a ja nie jestem w tym czasie Jej tego zapewnić. Ogromną energię muszę poświęcić córce Hani i temu pustemu domowi… Muszę nabrać sił, żeby ją wychować na porządną i fajną dziewczynę. Nie wiem jeszcze, co będę robił…
To były naprawdę fajne lata współpracy. Justyna jest tytanem pracy, dzielną i charyzmatyczną kobietą.
Dopinanie spraw organizacyjnych koncertu wiąże się z ogromnym stresem. Ale powiem Wam coś… W momencie, kiedy Justyna zaczynała pierwszą piosenkę to ciśnienie spadało mi z 210/130 do 120/80 :) Byłem spokojny o koncert. Ona w każdy koncert wkłada całą siebie i wielkie emocje. To genialna, mistyczna, niepowtarzalna Justyna. Naprawdę tak jest!!! Będę tęsknił za tym wszystkim.
Bardzo będę tęsknił też za Jarkiem Szado i chłopakami z zespołu: Cinkiem, Pasiem, Grzesiem, Andrzejkiem, Łukim, Mikim, Sebą, Adasiem. Grałem z WAMI na gitarze na koncertach Justyny i na pewno jeszcze zagramy razem. Kocham WAS WSZYSTKICH…
Krzysztof Wasita
Kochani to bardzo ważna wiadomość dla mnie…
Niestety ze względu na sytuację związaną ze śmiercią Kasi Doraczyńskiej (żony mojego managera Krzysztofa Wasity) za porozumieniem stron, rozstaliśmy się z Krzysztofem na płaszczyźnie manager – artysta… Nawet nie potrafię wyrazić tego jak mi smutno… Krzychu to jeden z tych facetów, których spotyka się raz na 100 lat!!! Niezwykle przyjacielski, do bólu uczciwy, pracowity i jak rzadko w tej branży LOJALNY i jeszcze do tego gra na gitarze!!! I to jak!!! Wiele razy grał z nami na koncercie, jak tylko wyrobił się ze wszystkimi sprawami, poza sceną.
Pracowaliśmy ze sobą prawie 5 lat!!! Jak każdy artysta i manager mieliśmy małe spięcia, ale NIGDY SIĘ NA NIM NIE ZAWIODŁAM. Zawsze miał czas żeby pogadać, służyć radą i pomocą, bez względu na porę… zawsze przed czasem, żeby się nie spóźnić na koncert i zawsze zawoził mnie w nocy do domu (nie skarżąc się na zmęczenie i niezliczoną ilość kilometrów przebytych w ciągu dnia), żebym mogła jak najwięcej czasu spędzać z rodziną. Prawdziwy przyjaciel i dusza towarzystwa…
Wiem, że najważniejsza jest dla niego Hania i doskonale to rozumiem. Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze…, ale żałuje, że tak się to wszystko potoczyło. Razem z Kasią stanowili świetną parę i fajną, pełną miłości i ciepłą rodzinę. O Kasi dużo by mówić ( www.katarzynadoraczynska.pl). Podobnie jak Krzysiu nigdy nie odmawiała ludziom pomocy. Tak jakby miała umowę z Panem Bogiem, że w 24 godzinach, które każdy z nas dostaje na pracę, miłość, sen…, ona ma 40, bo ze wszystkim potrafiła się wyrobić. Miała cudowny, ciepły, melodyjny głos i ogromny czar…
Wierzę, że to wszystko się ułoży i życie jeszcze nie raz nas zachwyci :) Żałuję, że straciłam takiego managera, ale jestem spokojna, bo wciąż mam w nim przyjaciela …
Justyna Steczkowska
fot. Konrad Korgul / Studio69
Podziel się